środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 1

   Siedząc na brudnym krześle, myślała o tym jak jej życie mogłoby wyglądać, gdyby nie mieszkała tutaj. Gdyby zerwała wszystkie stare kontakty. Gdyby miała pieniądze i mogła iść na studia, żeby zdobyć jakąkolwiek pracę, a nie żyć z pieniędzy, jakie ukradnie jej chłopak bądź jego liczni koledzy. Nienawidziła tego miejsca, czuła do niego wstręt. Ale musiała tu zostać. Coś ją tu trzymało.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym siedziała. Cóż, tak już musi być. Jedni mieszkają w pałacach, a ja jestem księżną w tej patologicznej budzie. 
Ściany były szare, tapety pozrywane. Podłoga, a raczej beton lub inna zaprawa (nigdy nie znała się na tych sprawach) była gruba, nierówna i zimna. Meble, a raczej mały stół, krzesła i szafka były stare, brudne i obrzydliwe. W powietrzu unosił się zapach papierosów i alkoholu. Postanowiła wyjść, bo rozbolała ją głowa.
   Podeszła jeszcze na chwilę do lustra. Przy swoich 1.55 wzrostu ważyła... niewiele. Nie wiedziała ile, ale wiedziała, że mało. Tak mało że jej ręce były słabiutkie i przypominały patyki, a o nogach już nie wspomnę. Długie, ciemne włosy były miękkie i lekko faliste. Miała jasne oczy, zgrabny nos i idealne usta; jednak przy tak bardzo niskiej samoocenie jaką posiadała, nie widziała w sobie piękności, jaką naprawdę była.
   Wyszła z domu i już miała kierować się w stronę miasta, kiedy usłyszała za sobą głos swojego chłopaka. Jeżeli można go tak nazwać.
-Jedziesz ze mną?
-Gdzie?
-Zarobić, kurwa. Co sobie myślisz, że będziesz siedziała tylko w domu a ja będę kombinował kasę? Zapomnij.
-Cóż, do zarabiana jestem bardzo chętna, ale w sposób legalny. Nie jestem żmiją i nie kradnę. Nawet, jeżeli ktoś jest bardzo bogaty i nie zauważy, że coś zniknęło. Nie będę kradła.
-No to nie będzie kasy dla Ciebie. Jak chcesz mieć kasę to wiesz co? Powinnaś się puszczać, ta praca bardzo do Ciebie pasuje. A teraz wchodź do tego auta, bo nie mam czasu. Jedziemy do bardzo bogatej dzielnicy, same gwiazdki tam mieszkają więc nie spieprz tej akcji, dobra?
-Nie będę kradła.
-Zobaczymy.
   Jechali bardzo szybko. Brad był dobrym kierowcą, już parę razy uciekał przed policją. Jeździł strasznie szybko. A co do tej wymiany zdań... Już się przyzwyczaiła. To standard, takie uwagi z jego strony. Dobrze że się nie wkurzył mocniej i jej nie uderzył, bo nie miała już jak zakrywać swoich siniaków.
Robiło się ciemno, a po 10 minutach panowały egipskie ciemności. Jechali wzdłuż wielkich, bogatych domów. Poczuła zazdrość i już miała płakać, ale opanowała się. Dobra, koniec. Nie mogę patrzeć na tą dzielnicę, bo zaraz się popłaczę jak dziecko. Nie będę kradła. Nie zrobiłabym tego nigdy. Albo mnie odwiezie do domu, albo chyba się zabiję.
-Odwieź mnie do domu. - Powiedziała cichym głosem.
-Słucham? I co jeszcze? Może Ci kawę podać? Chyba Cię coś pojebało, że będę teraz zawracał bo Ty tak chcesz.
-Wypuść mnie z tego cholernego auta, nie będę kradła złodzieju! Brzydzę się Ciebie, Twojego domu i Twoich zasranych pomysłów. Wypuść mnie. Wrócę sama.
W tym momencie gwałtownie zahamował. Gniew w nim narastała, a chwilę później z całej siły uderzył ją w twarz.
-Jak Ty się do mnie zwracasz? Nie chcesz kraść? To nara, wracaj do domu dziwko na piechotę 10 km, zobaczymy jak sobie poradzisz!
Wypchnął ją z samochodu i bardzo szybko oddalił się. Leżała na ulicy i ledwo oddychała. Takie traktowanie zwykła dziewczyna przeżywałaby źle, a co dopiero ona; bez sił z prawdopodobieństwem anoreksji. Chociaż nie była chuda jak anorektyczka, to drobna z natury i bardzo wychudzona.
Ból pulsował od klatki piersiowej i niósł się po całym ciele. Czuła się, jakby była jedną wielką raną. Zobaczyła światła i wielki dom, jak z bajki, a w chwilę później nie widziała już nic.
   Obudziła się i stwierdziła, że nie wie gdzie jest, ale pięknie pachnie. Bała się otworzyć oczy. Ale zrobiła to. Przez chwilę widziała oślepiającą jasność, a potem wszystko wróciło do normy. Stał nad nią jakiś czarnoskóry mężczyzna, na pewno starszy od niej.
-Obudziła się. Chodźcie wszyscy.
I wtedy ją zamurowało, poczuła ogromny ból głowy.
Przed nią stał sam Bieber.
I to nie wszystko. Miejsce w którym przebywała, było jak najpiękniejszy sen. Ciepłe, przytulne, bezpieczne.
Szkoda tylko, że nie lubiła całej tej gwiazdki i tego, co reprezentował sobą Justin. Z tego co się orientowała, był od niej 4 miesiące starszy.
-Właśnie wychodziłem, kiedy zobaczyłem Ciebie. Leżałaś nieprzytomna na ulicy. Nie wiedziałem, co z Tobą zrobić, więc przyniosłem Cię tutaj. Jestem Kenny.- Odezwał się ten czarnoskóry facet, który wyglądał najbardziej przyjaźnie.
-Ja... Przepraszam za kłopot. Już sobie idę, serio. Dzięki za wszystko. Nie musieliście mnie tu przyprowadzać, już miałam tak parę razy i sama trafiałam do domu.
Bardzo zdziwiła wszystkich tą wypowiedzią. Wynikało z niej, że nie chciała pomocy. I że wiele już było takich sytuacji, jak ta. Tyle że nikt wcześniej jej nie pomagał. Jak ona sobie z tym radziła? Chyba jest chora, bo jest strasznie wychudzona. I dlaczego ma pełno siniaków? Wszyscy zadawali sobie te pytania. 
-Nie możesz teraz wyjść. Musimy zająć się tą raną, którą masz na nodze. Jak się tu znalazłaś? Rodzice się pewnie już martwią. Jak masz na imię?
-Kornelia, miło mi. Poradzę sobie, jak już mówiłam, dzięki za fatygę. Wrócę sama do domu. Znalazłam się tutaj, bo mój chłopak jest trochę wybuchowy i za bardzo go zdenerwowałam. To nic. Było miło, ja spadam. Dzięki za wszystko.
Wstała i zachwiała się. Przez chwilę widziała ciemność przed oczami. Gdyby Kenny nie przytrzymał jej, upadłaby na ziemię.
-Chyba raczej nie dasz rady sama wrócić. Podaj nam adres, a odwieziemy Cię.
Nastała cisza. Nie odezwała się słowem. Nie zdradzi im adresu. To taki wstyd, że mieszka w takim miejscu... Poza tym Brad by się wkurzył, że komuś powiedziała gdzie mieszkają.
-Nie mogę, przepraszam. Wrócę sama. 
-Teraz to my jesteśmy za Ciebie odpowiedzialni i musimy bezpiecznie odstawić Cię do domu, rozumiesz?
-Wrócę sama!
Była nieugięta. Ta dyskusja trwała jeszcze 10 minut. Wydawać się mogło, że nie miała końca, jednak wtedy do pomieszczenia wszedł on. Poznała go, jeździł do jej domu i pomagał jej przyjaciółce, kiedy była chora. Spojrzała na niego i wytrzeszczyła oczy. On też ją poznał. Kiedy zobaczyła, że chce coś powiedzieć wiedziała, że ma przesrane.
-Nie pozwolę, żeby wróciła do domu. Jest wychudzona, nic nie je, a jej chłopak to najgorszy debil jakiego w życiu spotkałem. Może to potwierdzić załączony obrazek; wyglądasz, jakby ktoś bił Cię cały czas, bez przerwy. Jak zostanie tam dłużej, gdzie mieszka, to umrze. Po prostu umrze.
-O czym Ty mówisz? Znasz ją?- Odezwał się Kenny.
-Znam, jeździłem do jej domu, żeby pomagać jednej dziewczynie. To najgorsza patologia, jaką kiedykolwiek widziałem. Będę ją miał na sumieniu, jak tam zostanie.
-To prawda? Mieszkasz tak, jak on opisał?- Zapytał się niepewnie Kenny, ze współczuciem w głosie.
-Tak. Mieszkam tam i chcę tam wrócić. Zapomnijmy o tym, błagam was. Nie znamy się, okej? Wrócę do domu i będzie tak, jakby się nic nie stało. Brad mnie zabije jak się o tym wszystkim dowie... Po prostu dajcie mi spokój, wrócę i o niczym nie powiem.
-Nie wrócisz. Zostaniesz tutaj, jesteś teraz pod naszą opieką i my za Ciebie odpowiadamy. Dom jest tak wielki, że dostaniesz własny pokój na którym piętrze będziesz chciała. Podleczymy Cię i dalej zobaczymy, co z tego wyniknie.
   Przestała się już kłócić. Kiwnęła tylko głową. Jak to możliwe? Będzie teraz tutaj, w tym domu? W ogóle tu nie pasuje... Spojrzała na swoje ubrania i na wystrój domu. Wyglądam jak skończona sierota. Wolałabym wyjść i zapomnieć o tym, co się stało. Czemu oni są tacy uparci?
-To ja pójdę przygotować dla Ciebie pokój.- Powiedział Kenny.
Myślała, że wyjdą wszyscy, ale został jeden z nich. Bieber, którego nigdy nie darzyła sympatią. Nie wiedziała, co robić. Spojrzała się na niego. I wtedy on również się na nią spojrzał, a jego wzrok był ciepły i głęboki. Czy widziała w nim współczucie? Jak w ogóle wygląda współczucie? Nigdy wcześniej nie zaznała bowiem podobnego zjawiska.
  Jeszcze przez chwilę patrzył się na nią, a potem po prostu się odwrócił i wyszedł. Coś zrobiłam źle? Cholera, powinnam być miła w jego domu... I powinnam mu podziękować. Ale to nie teraz. 
-Chodź, pokój masz już przygotowany.- Usłyszała głos tego faceta, przez którego musi tu zostać. 
Weszła po schodach na górę i skierowała się w stronę pokoju. Był czysty, dobrze urządzony... O takim zawsze marzyła. Podziękowała i kiedy wszyscy opuścili pokój, weszła do łazienki. Wzięła prysznic. Wychodząc, nałożyła na siebie ubrania, które dał jej Kenny. Należały do mamy Justina. Położyła się w łóżku. Było tak wygodne, że nie chciała zasypiać. Pościel pachniała świeżością. Nagle poczuła, że odpływa. Chwilę później śniła. 

4 komentarze:

  1. Świetne opowiadanie! Super się czyta i jestem bardzo ciekawa co będzie dalej. Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję skarbeńku jeden komentarz i serce mi skacze ♥

      Usuń
  2. Pierwszy rozdział jest mega. Bardzo chciałabym drugi :)) Po pierwszym ciekawość mnie zżera i czuję niedosyt ^^ Bardzo ładnie opowiadasz. Masz talent nie zmarnuj go ;]

    OdpowiedzUsuń